Kryzys w podróży

Kryzysy. O kryzysach nikt nie mówi, o nich się nie pisze, o nich się chce jak najszybciej zapomnieć. I tak jest w istocie, wracamy z wyjazdu, z pracy, z podróży, wydarzenia oddalają się i nagle tracą dawny dramatyzm. Nie było tak źle. Może to obronne działanie mózgu, który jak najszybciej chce pozbyć się ze świadomości trudnych przeżyć i wrażeń, żeby nie narobić sobie traum, niechęci, pozostawić miejsce dla zatarcia niekorzystnego startu. Taki nasz automatyczny anestetyk.

Kilka dni przed dopłynięciem, przed rzuceniem kotwicy oznaczającym w końcu i definitywnie zakończenie najdłuższego żeglowania naszego życia, przyszła nastrojowa Buka, zmroziła mentalną atmosferę, zakryła słońce i owinęła myśli gęstym, negatywnym całunem. Nie wiem, czy to z powodu odzywającego się zmęczenia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego, monotonii, czy może właśnie bliskości końca – kryzys uderzył jak tsunami, zabierając z falą opary pozytywnego myślenia.
Zaczęło denerwować wszystko. Każdy tekst i każda decyzja kapitana, zmiany decyzji jeszcze bardziej. A brak decyzji to już w ogóle wyprowadzał z równowagi. Męczyły nieprzespane, zarywane od ponad trzech tygodni noce, oczy kleiły się na wachtach niezależnie, czy drodze przyświecało coraz częściej przysłonięte przez chmury słońce, czy zbliżający się do pełni Księżyc, doskwierało gotowanie, a czekające nas generalne sprzątanie jachtu jeszcze dodawało smaczku. Wszyscy pragnęliśmy, żeby już się skończyło.

Z każdym trzaskiem i każdą falą jacht podbija i kołysze w różnych płaszczyznach. Chodzimy jak pijani, obijając się o ściany i przytrzymując framug – wydaje się, że idziemy prosto, chcemy iść prosto, a wychodzi trajektoria jak od jednej części chodnika do drugiej w piątkową noc. Trochę jak na rollercoasterze, trochę jak na stacji kosmicznej – raz ciało waży tonę, raz lekkie jest jak piórko. I tylko siniaki i otarcia pojawiające się nie wiadomo skąd dowodzą, jak bardzo musimy się skupiać na prostych czynnościach. Na chodzeniu. Na nieuszkadzaniu się z każdym krokiem. Na gotowaniu. Na nieoblewaniu się gorącą wodą. Wydaje się proste prawda? Wejdźcie na jacht przy prędkości prawie 10 węzłów. Nie jest…

 Tęsknota za znajomymi twarzami i możliwością porozmawiania z innymi osobami sięgnęła zenitu. Fazy tęsknienia, wcześniej zmieniające się fluktuacyjnie, dobiły swojego panicznego apogeum. Miotałam się w swojej głowie jak po klatce, mając świadomość zamknięcia i odosobnienia w jachtowym więzieniu, a poczucie bezsilności tylko potęgowało wrażenia.
Płakałam jak dziecko, bez widocznego powodu, mając zmęczenie za jedyne usprawiedliwienie.
Tak też czasami bywa. Podróżowanie, jeśli staje się stylem życia, często wygląda na wymarzony tryb, idylliczną pracę. Jednak po pewnym czasie wszystko staje się pewną rutyną, jakimkolwiek trybem by nie było. Nawet jeśli w mediach społecznościowych widnieją same uśmiechnięte twarze, piękne miejsca, podkolorowane zachody słońca i bajkowe krajobrazy, to tylko wycinek rzeczywistości. Tak samo prawdziwy, jak gorsze dni, deszczowa pogoda zamieniająca drogi w błotne strumienie, śmierdzące dworce czy trudne, a czasem wręcz niebezpieczne sytuacje.
Uśmiech w podróży czasem zamienia się w płacz, zupełnie jak w codziennym życiu. Bo to też jest życie, choć wytrącone ze zrozumiałej rutyny.

5 komentarzy

  1. A dopiero po powrocie, po kilku miesiącach, przeglądając zdjęcia, wspominając, tak bardzo chcesz tam wrócić, i nie ma znaczenia czy do momentów pięknych czy tych trudnych. Po prostu uzależnienie…

    1. Czasem nachodzi delikatna tęsknota…szczególnie przy obróbce zdjęć, których jeszcze tyle zostało! Jak Ty się odnajdujesz po powrocie?

      1. Myślę jak tam wrócić…

  2. Prawdziwie napisane! Dla mnie to jest właśnie różnica między wakacjami a podróżowaniem. Kiedy droga staje się Twoim domem, również doświadczasz wzlotów i upadków, odnosisz sukcesy i porażki. Myślę tylko, że w podróży ambiwalencja emocji, a zatem satysfakcja z odniesionego sukcesu jest większa.

    1. Zdecydowanie tak! W podróży te emocje często wydają się silniejsze, a może po prostu mamy więcej czasu, żeby je w pełni przeżywać i zapamiętywać…:)

Dodaj komentarz