Wodospady Victorii i zimbabweński prezydent

Chęć zobaczenia Wodospadów Victorii zdeterminowała nieco nasze podróżnicze plany. Braliśmy je pod uwagę już w momencie aplikowania o namibijską wizę, starając się o pozwolenie na wjazd wielokrotny, bo traf chciał, że ten jeden z naturalnych cudów świata położony jest niedaleko miejsca, gdzie granice czterech krajów – Namibii, Botswany, Zambii i Zimbabwe łączą się ze sobą […]

O afrykańskich kotach i namibijskich płotach

Długa, prosta, ciągnąca się po horyzont droga prowadzi nas na północ. Po obu stronach początkowo nieco zaśmiecone, wysuszone trawy z wyrastającymi gdzieniegdzie drzewami i grupkami ludzi odpoczywającymi w cieniu pod nimi, potem już tylko pustka. Ego naszej dzielnej polówki musi wskoczyć na wyższy poziom, kiedy mijamy znak z dumną nazwą trasy „Trans – Kalahari Highway”. […]

Wizy do Namibii cd. i nasze capsule wardrobe

Tak bardzo nie chcę zapeszać. Nie chcę pisać, że jest dobrze, bo podróżnicy, chyba trochę jak żeglarze, dryfując na morzu przypadku stają się nagle bardziej przesądni. Tracąc uklepany grunt dobrze znanej codzienności, pomimo zwykłej racjonalności dalekiej od czytania z wypiekami na twarzy gazetowych horoskopów, nagle spoglądają w niebo, zdają się na łaski i niełaski losu, […]

Bitwa w autobusie, Indianie na dworcu i noc w hamaku…

Pamiętacie post o transporcie w Peru? O niekończących się godzinach w barwnych autobusach, pozostawiających wspomnienia oddziałujące na wszystkie możliwe zmysły? No cóż, przejazd z Cartageny do Santa Marty okazał się (niestety po czasie; długim czasie) retrospekcją zwyczajów sąsiadów z południa. Tych gorszych zwyczajów. Przyzwyczajeni, że zapytani o godzinę odjazdu naganiacze zawsze przekłamują o mniej więcej […]

Królestwo narkoterroru przypadkiem – rzut oka na Medellin

Dreszczyk emocji przechodził mnie przed wyjazdem, kiedy myślałam o Medellin. W ogóle obraz Kolumbii mieliśmy mocno przekrzywiony przez serial Narcos, który połknęliśmy przed odlotem (przy okazji podziękowania dla Kingi i Czarka za wkręcenie:)) i bardzo polecamy, sprawił on jednak, że na nazwę „Cali”, pierwszym skojarzeniem było „kartel z Cali”, mimo że teraz to świetnie prosperująca […]

Baños, czyli raj dla aktywnych i pierwsze, ekwadorskie wnioski.

Nocny przejazd autobusem dobitnie przypomniał nam, że nie jesteśmy już w Peru, ale po kilku gorących i niewygodnych godzinach dotarliśmy na miejsce. Pierwszy wniosek z Ekwadoru nasunął się od razu i jest transportowy: kierowcy autobusów i ciężarówek uwielbiają dyskotekę. Nie pod względem muzyki co prawda, ale…świateł. Wnętrze pojazdów biło po oczach niebiesko – pomarańczowymi halogenami, […]

Kraina szumiących traw, czyli jak oczarował nas Park Cajas

„Uwielbiamy” z Martą wielkie miasta, zwłaszcza te południowoamerykańskie, szczególnie urokliwe, dlatego zaraz po przyjechaniu do ekwadorskiej Cuenci na czele listy priorytetów znalazło się jak najszybsze wydostanie się z niej do pobliskiego parku narodowego. O Parque Nacional Cajas nasz niezastąpiony przewodnik Lonely Planet enigmatycznie mówił, że to przyjemne miejsce na krótsze bądź dłuższe trekkingi, ale jednocześnie […]

3C, czyli Cuenca, Crepes i Cajas

W Cuence wylądowaliśmy rano i po wykupieniu mnie z niewoli bagażowo – autobusowej, mogliśmy zacząć poszukiwania śniadania i jakiegoś hostelu. Pierwsze wrażenia z nowego miasta to raczej – rozkopane i dość opustoszałe, co nie miało zbyt wiele wspólnego z pięknością, jakiej oczekuje się po wpisie na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ale niezrażeni, po szybkim ogarnięciu […]