List w butelce

No cóż, padło i na mnie. Szczęśliwa wyliczanka wycelowała we mnie swój palec i zasugerowała, że powinnam założyć bloga. Nie pisać wiecznie do szuflady, ale dać się czasem wystawić pod pręgierzem opinii, karcących spojrzeń i ocen. Przez to wyrobić w sobie odporność, zaszczepić się przed życiem. Papier przyjmie każde słowo, Internet też.
Niestety, Internet nie zapomina.

Ale skoro wszyscy mogą, to ja też. Wszyscy się przecież na wszystkim znają, zza klawiatur wygląda całe grono ekspertów, zasada „nie wiem, to się wypowiem” świeci halogenem z ekranów. Dodam zatem swoje grosze, czasem z sensem, czasem bez sensu, z dystansem i bez, subiektywnie obiektywnie. W obiektywie aparatu, w zasłyszanych słowach, w muzyce codzienności, w codziennej inności znajduję inspirację.

Będę się bawić mową, obrazem, dźwiękiem i czasem, żeby zakrzywiać przestrzeń i sprostać wymaganiom elektronicznych neuronów.

Tak, to pierwsza wiadomość. Wysłana w butelce po tanim winie, niech płynie i odnajdzie adresata.

O wszystkim i o niczym, bo nic to przewrotne wszystko. Półwytrawnie, bo do połowy da się strawić wytwornie, dalej już nie za bardzo.

Dodaj komentarz