Jak się spakować na rejs morski?

To pytanie nurtuje wielu i to nie tylko początkujących żeglarzy! Za każdym razem przygotowując się do rejsu musimy zadawać sobie to podstawowe pytanie, często kierowane też jest do organizatorów wyjazdów, no bo w końcu nie są to do końca tradycyjne wakacje. I o ile nie zawsze wykwintne sprzęty są niezbędne do udanego wypoczynku i aktywnego relaksu, to w przypadku żeglarstwa w pewne rzeczy warto zainwestować. Oczywiście zestaw nieco różni się w zależności akwenu, po którym zamierzamy żeglować. Postaram się skupić bardziej na rejsach po zimnych morzach (Bałtyk, Morze Północne itd.), jako że to zwykle one sprawiają więcej trudności, ale podstawa również na ciepłe wody pozostaje podobna. Może tylko mniej polarów. I skarpet. I szalików. Ogólnie mniej :).
Dla fanów check-list i odhaczania znalazłam gotową listę do wydrukowania i radosnego zaznaczania spakowanych rzeczy (opracowana na podstawie listy ze strony agencji żeglarskiej Kubryk) – może się przydać! Klikajcie tutaj.

  1. W co się zapakować?
    Czyli tak naprawdę najważniejsza kwestia. Zdecydowanie najgorszym pomysłem są sztywne walizki – na jachcie jest mało miejsca, nawet jeśli będziesz pływać luksusowym katamaranem, nie będzie na nim przestrzeni na całą, prywatną garderobę. I zabierając walizkę, najpewniej będziesz zmuszony dzielić z nią własną koję. Najbardziej sprawdza się coś, co po wyjęciu rzeczy można zwinąć i schować pod materac lub wepchnąć do niezliczonych, podpodłogowych skrytek. Czyli w grę wchodzi miękka torba żeglarska albo wojskowa (najbardziej pakowne i zajmujące najmniej miejsca – minusem jest jednak niewygoda w przenoszeniu. Na swój pierwszy, mazurski rejs spakowałam się w taką właśnie wojskową torbę na jedno ramię i dość klęłam, kiedy musiałam ją targać na większe odległości), albo turystyczny plecak. Niezłym pomysłem są też materiałowe torby na kółkach – takie, które można dość łatwo skompresować i schować. Rzeczy można odpowiednio posegregować i popakować w nieprzemakalne worki – po wypakowaniu z plecaka czy torby ubrania, kosmetyki i wszystkie drobiazgi przechowuje się w jaskółkach (czyli burtowych półkach), pod koją lub w szafach, które po czasie mogą przesiąknąć solą morską, wilgocią, grzybkiem…
  1. Dokumenty i ubezpieczenie
    Przede wszystkim paszport albo dowód osobisty, jeżeli rejs odbywa się poza granicami kraju (a niemalże każdy rejs pełnomorski zahacza o pozagraniczne tereny), warto tez sprawdzić odpowiednio wcześniej, czy dokument jest/będzie jeszcze ważny. Ubezpieczenie natomiast często jest zapewnione przez organizatora rejsu, jeżeli jest nią firma, natomiast jeśli musisz załatwić to na własną rękę, warto wykupić ubezpieczenie NNW i KL, przy okazji sprawdzając, czy żeglowanie nie jest przypadkiem wyszczególnione w liście „sportów o podwyższonym ryzyku”. I odpowiednio rozszerzyć polisę
  1. Główny towarzysz – czyli sztormiak.
    Bez niego ani rusz. Serio. Kurtkę i spodnie sztormiakowe zabieram nawet na ciepłe rejsy do Grecji czy Chorwacji. Chroni przed deszczem, wiatrem, falami, a szczerze mówiąc, nawet przy wyższych temperaturach, stanie po 4 godziny na wachcie może wychłodzić organizm. Dlatego zabieramy sztormiak! Oczywiście, ile firm, tyle modeli, zależy już od nas, ile chcemy w taki sprzęt zainwestować, na ile poważnie myślimy o żeglowaniu i tak dalej. Może to być porządny zakup na długi czas, może być coś ekonomicznego. Byle było nieprzemakalne. Solidnie nieprzemakalne.
  1. Główny przyjaciel – śpiwór.
    Nie ma nic przyjemniejszego niż wskoczenie do ciepłego i suchego śpiworka po nocnej wachcie! No właśnie, ale żeby było przyjemnie, musi być ciepło. Dlatego na rejsy po północnych morzach przyda się śpiwór z odpowiednio niskim zakresem temperatur, puchowy. Na rejsy po Chorwacji może być coś cieńszego i bardziej poręcznego. Często na jachtach czarterowych dostępne są koce lub pościel, warto sprawdzić to przed wyjazdem, żeby niepotrzebnie nie zajmować miejsca w już i tak zagospodarowanym plecaku. Osobiście czasem wożę ze sobą termofor (kobietki znające problem wiecznie zimnych stóp ręka w górę! 🙂 ), ale dobrze działa na ekspresowe rozgrzanie również aluminiowy bidon z ciepłą wodą. Albo szalik ściągnięty z szyi i natychmiastowo władowany do śpiworka :).
    Dla fanów wygodniejszego spania nie zaszkodzi też mała poduszka. Oczywiście złożony w kostkę polar albo sweter jest bardziej survivalowy i nadaje dramatyzmu sytuacji, ale nie bądźmy już takimi purystami.
  1. Żeglarskie szpilki – czyli kalosze.
    Najważniejsze i najseksowniejsze buty, jakie moda stworzyła. Niezbędne na zimnych morzach, na ciepłych często też się przydają (ewentualnie można je zastąpić szybkoschnącymi sandałami). Powinny być wyższe, tak żeby wchodziły w nogawkę od sztormiaka tworząc razem jeden integralny, nieprzemakalny pancerz. Najlepiej na jasnej podeszwie, żeby nie pozostawiać śladów na pięknych łódeczkach, a jeszcze lepiej, gdyby na tych podeszwach miały artystyczny, antypoślizgowy wzorek. No dobra, artystyczny niekoniecznie, ale antypoślizg się przydaje. Szczególnie, jeżeli w podskokach przemieszczasz się na latający w górę i w dół dziób jachtu co chwilę zalewany falami. Antypoślizg ratuje życie.
    Na rynku jest sporo kaloszy, niektóre produkowane nawet przez firmy stricte żeglarskie, ale też bez przesady, nie muszą to być od razu Huntery. Ja moje zakupiłam kilka lat temu w sklepie ogrodniczym i działają bez zarzutu :).
  1. Obuwie
    Oprócz kaloszy, przydają się adidasy albo inne buty na miękkiej podeszwie, czasem sandały, a obowiązkowo klapki pod prysznic. Z pryszniców w marinach korzysta wiele osób, a grzyby lepiej zbierać w lesie, a nie z publicznych kafelków.
  1. Leki
    Przede wszystkim takie, z których korzystasz na stałe. Na każdym jachcie znajduje się apteczka, ale najczęściej z dość podstawowym zaopatrzeniem opatrunkowym, czasem dostępne są dodatkowo leki przeciwbólowe, przeciwbiegunkowe itp. Pamiętać trzeba, że przy długich przelotach nie ma dostępu do aptek, dlatego w swoje leki warto zaopatrzyć się wcześniej. Dobrze też poinformować kapitana o problemach zdrowotnych, szczególnie kardiologicznych czy uczuleniach, w tym na ugryzienia owadów! Albo wcześniej dowiedzieć się, czy jest na jachcie lekarz :).
  1. Ubrania i kosmetyki.
    Niby oczywista oczywistość, ale jednak warto zabrać :). O ile na rejs po Karaibach pakujecie głównie stroje kąpielowe, szorty i t-shirty, o tyle na Bałtyk przyda się więcej rzeczy z szuflady „zimowe” i to najlepiej tak dobrane, by można było je zakładać na cebulkę. Jak na Polaka cebulaka przystało! 🙂 Przyda się polar, odzież termiczna, dresy, grube skarpetki, kalesony, ciepła czapka, chustka/szalik, rękawiczki… Aby mieć różnorodność wierzchnich okryć, warto zabrać windstopper, a reszta według uznania. Albo według tego, czy zamierzasz koszulkę zmieniać codziennie, czy co drugi dzień. Czy co trzeci. Czy co…czwarty? No bywa. Może zdarzyć się też tak, że w najmniej odpowiednim momencie chluśnie na Ciebie fala, a brak głównego towarzysza – sztormiaka spowoduje konieczność zmiany garderoby od góry do dołu.
    Z osobistego doświadczenia zabieram też przynajmniej jeden zestaw „ładniejszych” rzeczy. W końcu nie samym żeglowaniem człowiek żyje, czasem jednak cumuje się w portach i wtedy warto mieć nieco bardziej wyjściowe ubrania, żeby nie odstraszać przechodniów. W większości portów dostępne są też pralnie i suszarnie, ale czasem lepiej czas spożytkować na zwiedzanie niż pilnowanie schnących majtek. No chyba że ktoś woli to drugie. To ja już nie wnikam.
    Kosmetyki również wedle uznania, choć znowu przydają się mini wersje, łatwiejsze do schowania w kosmetyczce i noszenia pod prysznic. Warto mieć ze sobą dwa ręczniki – jeden np. po kąpieli w morskiej wodzie (w Bałtyku, he heee…), a drugi po odżywczym i długo wyczekiwanym prysznicu w marinie.
  1. Ochrona przed słońcem.
    I na ciepłych, i na pozornie zimnych akwenach. Okulary przeciwsłoneczne, czapka/kapelusz, krem z filtrem UV…Nie ma, że nie lubię. Nie ma, że to niemęskie. I nie chodzi nawet jedynie o kwestię opalenizny na przysłowiowego rolnika, ale o fakt, że słońce na morzu jest bardzo mocne, a woda dodatkowo odbija promienie. Trzeba się więc zabezpieczać. Safety first. Zabezpieczyć warto też naszą ochronę, czyli poprzywiązywać sznureczki do okularów czy kapeluszy, ew. mieć drugie na zmianę, jak nam się powodzi. Tak, na morzu wieje. Czasem bardzo mocno. I zwiewa wszystko, co nieprzywiązane. Albo czego nie trzyma pół załogi :).
  2. Kasa
    Najważniejsze, wiadomo;). Ile zabrać pieniędzy i w jakiej walucie to bardzo częste pytanie. Osobiście zawsze zabieram ze sobą drobną kwotę w Euro (na wszelki wypadek) oraz kartę płatniczą, którą płacę na miejscu za większość zakupów. Przynajmniej nie wraca się wtedy z kieszeniami brzęczącymi drobniakami w dziwnych walutach. To, ile pieniędzy zabrać na rejs, tez zależy od indywidualnych potrzeb. Większość zapewniona jest w cenie wyjazdu, jeżeli jest dodatkowa „składka burtowa” na paliwo, gaz i jedzenie, zwykle jest wyszczególniona w ofercie rejsu i rozliczana po zakończeniu wyjazdu, jeżeli coś zostanie. Dlatego dodatkowa kasa służy tylko i wyłącznie zaspokajaniu własnych, konsumpcyjnych potrzeb:)
  3. Elektronika.
    Jacht to nie do końca miejsce przyjazne elektronice. Nie dość, że wilgotno, nie dość, że buja i łatwo o zniszczenia, to jeszcze naładować sprzętu w czasie dłuższych przelotów też nie będzie można. Na łódkach instalacje mają napięcie 12 V, prąd 230 V dostępny jest podczas postojów w marinach i de facto tylko wtedy można podłączyć ładowarki. Ja nie ruszam się bez aparatu fotograficznego, fajnie też mieć pozakomórkowe źródło muzyki (każdy smartfon wyładuje się po 2-3 dniach i czasami to największe zbawienie, jakie zapewnia na urlopie żeglarstwo – zresztą po odpłynięciu kilku mil od brzegu telefony i tak tracą zasięg), ale pamiętać należy o jakichś wodoodpornych pokrowcach, mogą czasem uratować stękające sprzęty od zardzewiałego konania.
  1. Książeczka żeglarska i patent.
    Jeśli masz, jeśli chcesz – bo np. potrzebujesz potwierdzenia odbycia rejsu do patentów żeglarskich wydawanych przez PZŻ lub bo zwyczajnie chcesz mieć pamiątkę z rejsu :). Patent przydaje się też jako potwierdzenie Twoich umiejętności i kwalifikacji żeglarskich, a kapitanowi ułatwia podział na wachty i przydzielanie obowiązków oficerów wachtowych.

Uff. To tyle na początek. Dodatkowo (jeśli zostanie nam miejsce w wypełnionym plecaku czy worku), zabieramy nasze drobiazgi. Książkę, dziennik, ulubionego pluszaka – cokolwiek, co umili Wam czas i stworzy z koi lub kajuty skrawek domu. W końcu to będzie Wasz pływający dom, przynajmniej na jakiś czas.
Co byście jeszcze dodali do listy? Czekam na Wasze sugestie :)!

1 komentarz

  1. Zapomniałaś napisać żeby zabrać ze sobą dobry humor, he he he.

    Przede wszystkim – czołówka! Bo nie zawsze na jachcie chcemy świecić światła kabinowe i budzić tym połowę załogi.

    A co do elektryki / elektroniki, wiem, że może nie każdy ma w domu przetwornicę 12V/230V i chce ją tachać w plecaku, ale ładowarkę USB wpinaną do gniazdka samochodowego i przyzwoity powerbank można dostać w każdym większym hipermarkecie.

Dodaj komentarz