Haters gonna sail

Nie rozumiesz, jak można fascynować się pokonywaniem odległości w tempie jazdy rowerem pod górkę, morskie opowieści powodują nieodpartą potrzebę ziewania, a kambuz kojarzy się bardziej z horrorem niż odpoczynkiem? Ten post jest właśnie dla Ciebie! Lista solidnych kontrargumentów zbijających z tropu zapatrzonych w morza dal żeglarzy :).

  1. Nuuuuda.
    No bo błagam, jak można przez cztery godziny nie robić nic innego niż analizować odcienie niebieskiego (względnie szarawego, w polskich warunkach) koloru wody, nieba, chmur, bez kolorowego ekranu telefonu, tabletu, laptopa, wystaw sklepowych? Oczy zamykają się od patrzenia!
  1. Ciągle buja!
    Próbujesz iść prosto, ale zamiast tego odbijasz się od ścian, drzwi do toalety same otwierają się w najmniej korzystnym momencie, chwieje się podłoga, buja kuchenka gazowa, wszystko się rusza, przemieszcza, hałasuje. Sztućce trzaskają w samootwierającej i samozamykającej się szufladzie, pokład trzeszczy rzucany na fali, a na domiar złego, katorga nie kończy się po zejściu na ląd! I chodzisz jak pijany po ulicach, odbijając się od ludzi, chwiejąc się na nogach…A skoro o pijaństwie mowa…
  1. Kac bez alkoholu.
    I to nie dlatego, że postanowiłeś opróżnić kilka browarów ignorując fakt, że nie tolerujesz glutenu. Nie znaczy też, że masz słabą głowę (co przecież dla Polaka obelgą jest najgorszą). Nie. Po prostu błędnik nieprzyzwyczajony do ciągłej karuzeli w dziwnych płaszczyznach w pewnym momencie zaczyna protestować, wysyłając do mocnej głowy, ale słabego żołądka sygnał o wypuszczeniu na wolność kolorowych pawi, mniej lub bardziej obfitych w zależności od indywidualnego, żeglarskiego apetytu. Pozostaje jedynie zwijanie w kłębek, przełykanie pozostających nadal w żołądku pawich pisklątek i mówienie sobie szczerze: „za jakie grzechy??!”.
  1. Zimno. I wieje.
    Nieważne, że pojechałeś na wakacje. Nieważne, że jest lato. Nieważne nawet, że specjalnie wybrałeś Morze Śródziemne, Jońskie czy słoneczne Biskaje, żeby w spokoju wylegiwać się w cieple na pokładzie. Nieważne. Świszczący wiatr, zalewająca pokład fala i przemoczone ubranie wzbudzą dreszcze (niekoniecznie podekscytowania) i sprawią, że szybko zaczniesz wykazywać inicjatywę schodząc często pod pokład, korzystając z możliwości chwilowego ogrzania. Albo przywdziejesz sztormiak.
  1. Ubraniowe antygwałty.
    Od miesięcy myślisz o krótkich szortach, zwiewnych sukienkach, lekkich mokasynach czy koszulkach polo chowanych na dnie szafy i czekających na swoją chwilę, na wakacje, na jacht, na romantyczne zdjęcia? Zapomnij! Czas wbić się w przykrywające szczelnie, nieprzemakalne ogrodniczki, dzięki którym zaczniesz przypominać Pana Romana z pobliskiej budowy, a do tego idealnie dobrana kurtka, równie szczelnie przykrywająca figurę, nad którą tyle czasu pracowałeś/łaś. Dodaj do zestawu najmodniejsze w tym sezonie kalosze, piankowe rękawiczki czy seksowną kominiarkę i voilá! Twój look of the day na pewno zbierze więcej lajków niż niejedna blogerka modowa!
  1. Subtelne zapachy.
    Czy to nowe Chanel No.5? Czy to Dior? Czy może… Nie! To po prostu przepocone koszulki niezmieniane od kilku dni przez ciebie i współzałogantów. Bo skoro trzeba oszczędzać wodę, do portu daleko, a wzięcie prysznica stało się luksusem poza zasięgiem, to po co w ogóle się przebierać? W końcu jesteś na wakacjach, trzeba odpoczywać. A skoro na pokładzie ktoś właśnie wyprowadza pawia na spacer, kibelek znowu się zapchał, a w bakistach pod pokładem spokojnie pleśnieją warzywa…to czy ta brudna koszulka naprawdę zrobi wielką różnicę?
  1. Wilgoć.
    Wreszcie przestało padać, przestało wiać, fale już nie chłoszczą po twarzy. Wyszło nawet słońce! Czas na rytualne porozwieszanie przemoczonych ubrań i prowizoryczną suszarnię. Czekasz, cieszysz się, czekasz…i nie! Nic nie schnie! Z oddali dochodzi głos nauczycielki z przeszłości mówiącej coś o właściwościach higroskopijnych… A widok plecaka wyciągniętego spod odsuwanej podłogi (schowanego tam, by nie zajmował już i tak ograniczonego miejsca) pozwala ci powtórzyć w myślach klasyfikację systematyczną grzybów, a może nawet porostów…
  1. Klasyczna opalenizna.
    Wiadomo, że człowiek nieopalony to człowiek smutniejszy. Opalenizna to synonim wakacji, plaży, odpoczynku. Słońca, którego tak bardzo nam zimą brakuje. Przeglądasz się więc w lustrze i z zażenowaniem kręcisz głową…to nie tak miało być! Skóra powoli zaczyna schodzić z czerwonego nosa, na skroniach białe paski po okularach przeciwsłonecznych, spalone przedramiona kontrastują z białym tułowiem niczym czerwona cebula z białą śmietaną…Ponownie, Pan Roman byłby dumny.
  1. Chwila dla siebie.
    Chcesz spędzić romantyczną noc we dwoje w ciasnej kajucie, przebrać się w końcu ze znoszonych ubrań czy zwyczajnie odpocząć w spokoju z książką? Nic prostszego! Wystarczy zignorować zapachy, bujanie, zaglądających przez luki współzałogantów, pracującą intensywnie pompkę od toalety ewidentnie przepychającą coś większego i można korzystać z prywatności! Wspominałam już o malowniczych pawiach przechadzających się po pokładzie?
  1. Need for speed.
    Chcesz zobaczyć to, i tamto, o, i jeszcze to! To, koniecznie! Przecież było na pocztówkach, na folderach reklamowych, na zdjęciach znajomych, na pewno zdążymy, przecież mamy nowoczesny jacht! He, he, hee… A co powiesz na pokonanie odległości równej mniej więcej 200km nie w 2 godziny, ale 24? Klasyczne jachty czarterowe pływają oczywiście różnie szybko (albo różnie wolno), ale i tak zakładając optymistycznie 5 węzłów (1 węzeł to ok. 1,852km/h) będziesz miał całą dobę, by rozkoszować się urokami pływania i wgapiania w wodę. Co prowadzi nas na początek listy…

Przychodzi mi na myśl jeszcze spokojnie kilka solidnych argumentów, dla których żeglowanie niekoniecznie stanowi najlepszy pomysł na spędzanie urlopu… I wiecie co? Wcale mnie one nie przekonują! 🙂

1 komentarz

  1. 11. Choroba lądowa – jak już wrócisz z rejsu, to nie możesz przestać myśleć o następnym 😉

Dodaj komentarz