Co zobaczyć w Kapsztadzie? Nasze TOP 5

O stolicy Western Cape, Mieście Przylądkowym można pisać książki, można pisać przewodniki, można snuć niekończące się opowieści, czy przywoływać zawiłe meandry skomplikowanej historii. Wszystko to zostało już zrobione, napisane, opowiedziane.
Dlatego poniższa lista to mocno subiektywny przewodnik i wspomnienia z miejsc, które z Kapsztadu zapamiętaliśmy najlepiej i dzięki którym mamy nadzieję jeszcze do miasta wrócić. To znaczy nie wcześniej, niż za rok. Kara za przekroczenie 30-dniowego pozwolenia na pobyt zrobiła z nas osoby w RPA „niemile widziane”. Póki co.

  1. V&A Waterfront

Może dlatego, że właściwie tu mieszkaliśmy, najlepiej poznaliśmy i spędziliśmy najwięcej czasu, może dlatego, że ma klimat jednocześnie wielkiego, znanego od setek lat portu i niewielkiej, dość przytulnej, rybackiej mariny, a także pomimo ilości turystów przelewających się wezbranymi w godzinach szczytu rzekami po zwodzonych mostach i przybrzeżnych deptakach, Waterfront stał się naszym ulubionym miejscem w Kapsztadzie.

Wypełnione zabytkowymi budynkami, dobrze ukrytymi centrami handlowymi, podziemnymi marketami z jedzeniem kuchni całego świata, kawiarniami, restauracjami, nocną muzyką i pokazami tańca nabrzeże żyje od wczesnego rana do późnej nocy. Z góry obserwowane przez diabelski młyn, z dołu przez liczne wycieczkowe łódki, daje schronienie dziesiątkom lwów morskich, setkom mew i kormoranów, załatwiających się bezpardonowo na pomniki południowoafrykańskich noblistów. Albo niemniej bezpardonowo na głowy kłębiących się tłumów, zafrasowanych przebieraniem w świeżo zakupionych rzeczach.
W tej dzielnicy znaleźć można zgiełk i spokój, sztukę współczesną w największym, afrykańskim muzeum Zeitz MOCCA i sztukę uliczną, ekskluzywne marki i miejscowe rękodzieło, fantastyczne oceanarium, ciągnące się wzdłuż brzegu oceanu trasy biegowe czy włoskie lody obok zabytkowej wieży zegarowej. Dla każdego coś miłego.

  1. Kolorowa dzielnica Bo-Kaap

Wyobraźcie sobie polukrowane, tęczowe muffinki ustawione jedna przy drugiej. Wyobraźcie sobie mały, biały meczet obok miętowej ściany niewielkiego domu, z którego wychodzi właśnie muzułmańska rodzina, by przywitać się z ciemnoskórymi sąsiadami i przejść do sklepu z herbatą prowadzonego przez znajomego Hindusa, a na końcu zajrzeć do artystycznego atelier, w którym biała, ubrana w hippisowskim stylu kobieta prowadzi warsztaty z rękodzieła. Tak mniej więcej wygląda tętniące życiem Bo-Kaap, dawniej zwane Malay Quarter. To najstarsza dzielnica mieszkaniowa w Kapsztadzie, której początki sięgają XVII wieku. Dzięki wspaniale ubarwionym domom, będących dawniej siedzibą niewolników (w momencie oswobodzenia i nadania praw posiadania własnych domostw, malowali elewacje różnobarwnymi, wyróżniającymi się farbami) i brukowanym uliczkom jest także chyba najczęściej fotografowanym miejscem w Kapsztadzie. To też jedna z nielicznych dzielnic, która z powodzeniem opierała się przymusowym przesiedleniom w epoce apartheidu i zachowała wiele ze swojego pierwotnego charakteru.
Urocza, niesamowicie fotogeniczna, zaskakująca, wymieszana. Nic tylko wejść, próbować i smakować, uczyć się historii, poznawać kulturę. A popołudniem zajrzeć do niewielkiego muzeum dzielnicy, schować się przed tłumkami turystów, odpocząć, wrócić po więcej.

  1. Góra Stołowa

Niewiele miast może się poszczycić położeniem pomiędzy oceanem a górami, objętymi dodatkowo ochroną parku narodowego.
Cape Town has it all.
Górujący nad miastem masyw ze spłaszczonym szczytem czasami pokrywa się obrusem z chmur, tworząc bajkową tapetę dla wieżowców i ruchliwych ulic południowoafrykańskiej metropolii. Tysiące turystycznych twarzy patrzy jednak z niepokojem na to zjawisko, oznacza to bowiem wyłączenie z działania kolejki prowadzącej na górę, wciągającej w pogodny dzień tych, którzy z różnych względów nie mogą bądź nie chcą porywać się na kondycyjną wspinaczkę.

My chcieliśmy. I się porwaliśmy. Table Mountain, czyli Góra Stołowa, poprzecinana jest wieloma szlakami pieszymi i rowerowymi o różnym stopniu zaawansowania, a w pogodny dzień setki mieszkańców Kapsztadu mieszają się z tysiącami turystów w trudnej i zroszonej potem drodze do smuklejszego i bardziej wyćwiczonego ciała.
Wybraliśmy chyba najbardziej popularną trasę, Plateklipp, prowadzącą dość stromymi stopniami żmudnie ku górze i przecinającą wąwozem zerodowane masywy w okolicy szczytu – z samego rana, żeby uniknąć gorąca, co chwilę mijaliśmy, bądź byliśmy mijani przez współtowarzyszy trudów.
Widoki już z trasy wynagradzają wysiłek i motywują do odnalezienia w sobie ukrytych pokładów energii – wzgórza „Signal Hill” i „Lion’s Head”, unoszące się niczym dmuchawce kolorowe paralotnie, ogromne miasto wyciągające macki budynków we wszystkie strony, niknące na horyzoncie, błyszczący w porannym świetle ocean i mała Robben Island, dawne więzienie, w którym przez ponad 25 lat przebywał Nelson Mandela, obecnie przeistoczona w muzeum – to tylko jedne z rozpoznawalnych na świecie symboli, widniejących na niemal każdej pocztówce.

4. Kawiarnie
Mogłabym mieszkać w wielu zagranicznych miastach. Nie jest problemem przystosowanie się do innego rytmu, obcego języka, nieznanych ludzi na ulicach czy szybkie zapuszczenie silnie wrastających korzonków.
Nie mogłabym jednak na stałe czuć się dobrze w miejscu, które nie oferuje dobrej kawy i wypieków. No bo jak to – bez małej czarnej, bez croissanta, ciastka czy cappuchino? Nie do pomyślenia! To dla mnie synonim przytulności, swojskości, synonim domu na obczyźnie. A Kapsztad kawiarniami wręcz zachwyca.
W każdej dzielnicy, więcej, wręcz na każdej ulicy znajdzie się mały lokalik z całym przekrojem europejskiej kultury kawowej. Są więc hipsterskie kawiarnio-biblioteczki, surowe, skandynawskie, minimalistyczne pokoiki, w których jedynie kolorowe akcenty afrykańskich poduszek przypominają, że sączymy świeżo przygotowany wywar nie w okolicy Koła Podbiegunowego, a poniżej Zwrotnika Koziorożca.
Są industrialne wnętrza w stylu „steam punk”, z mosiężnymi kasami, zwisającymi z sufitu nagimi żarówkami czy modelami sterowców, oraz kelnerami w retro kamizelkach doradzających wybór rodzaju ziaren, z którym ma powstać kawa. Spróbowałam. Wypita na głodny żołądek, świeżo zmielona kawa zadziałała lepiej, niż narkotyk – do wrażeń estetycznych dołączyły uderzenia gorąca, rozbiegany wzrok i rozszerzone źrenice.
Na drugim biegunie znaleźć można słodkie i lukrowane miejsca, jak „Charlie’s Bakery”, w których oprócz oczywiście pełnego menu włoskich kaw można dokupić ręcznie zdobione muffinki czy ciastka, które na naszych oczach nabierają fantazyjnych kształtów działających kolorami na wszystkie zmysły.
Tęczowe jak mieszkańcy miasta, kawiarnie to świetne miejsce do obserwacji codziennego życia, poczytania lokalnej gazety i poczucia wspólnoty, tak daleko od rodzinnego kraju, a jednak trochę jak w domu. 

  1. Ślady apartheidu

Nie ma historii RPA bez wspomnienia o apartheidzie. Jednocześnie trudno wyobrazić sobie przymusowe rozdzielenie ras w Kapsztadzie, który wielobarwnością i wielokulturowością daje schronienie wszystkim i czyni różnorodność swoją dumą.

Trudno jednak nie zatrzymać się przy ławkach stojących przed budynkiem sądu – jednej dla „Whites” i drugiej dla „Non-whites”. Złamanie zasad w którąkolwiek ze stron wiązało się z krzywdzącymi represjami i absurdalnymi procesami.

Polska historia wie aż za dużo o teorii wyższości jednej rasy nad drugą i ich segregacji, odczuwamy więc naturalne odrzucenie, kiedy zagłębiamy się w dotkniętą wysiedleniami „District Six”. W 1966 r. rząd apartheidu ogłosił, że będzie to obszar “tylko dla białych” z uwagi na swoje bliskie centrum miasta położenie, a większość pierwotnych mieszkańców tego obszaru została przymusowo przeniesiona do nowo powstałych townshipów i Cape Flats. Po upadku ustroju, wielu mieszkańców uzyskało finansową rekompensatę swoich strat, ale wielu wciąż próbuje odzyskać ziemię na tym obszarze i wrócić do rodzinnych budynków. Muzeum dzielnicy powstało, by przywrócić i zachować ich historię oraz pokazać życie i wspólnotę ludzi tej mieszanej społeczności.

Co Wy najbardziej lubicie zwiedzać w miastach?

 

 




 

2 komentarzy

  1. Jak dla mnie najpiękniejsze miejsca w Kapsztadzie to te na zdjęciu gdzie jesteście oboje.Ale przyznaje opis zachwyca i rodzi pragnienie zobaczenia tych wszystkich miejsc.????? Pozdrawiam serdecznie ?

    1. Bardzo polecamy Kapsztad, zroznicowane i niesamowite miasto!

Dodaj komentarz