Korposzczur w Ameryce Południowej, czyli kto, po co i o czym pisze ten blog

Cześć! Nazywam się Piotrek, mam 28 lat i jestem anonimowym korposzczurem. Uprzedzając pytania – nigdy nie przestałem pić, natomiast zaczynam pisać, bo z nieznanych mi powodów uznałem, że mogę mieć o czym. Dla zachowania równowagi w przyrodzie postaram się nie pisać ani o wszystkim, ani o niczym. Uprzedzam, że może być niestrawnie.

Przez najbliższe dwa miesiące blog będzie pełnił dla mnie funkcję dziennika z podróży i środka komunikacji ze wszystkimi zainteresowanymi co u nas słychać. Dla Was – mam nadzieję – będzie stanowić źródło informacji o tym jak zwiedzić kawał kontynentu w ciągu dwóch miesięcy i być może zainspiruje Was do zrobienia w życiu czegoś jeszcze fajniejszego, niż robicie na co dzień. Chociaż czy faktycznie będzie fajnie, to się jeszcze okaże 🙂

Przed nami dwa miesiące miodowe w Ameryce Łacińskiej, a przede mną chyba pierwsza w życiu podróż. Taka prawdziwa, w której zakładam plecak i na chwilę zrywam kontakt z rzeczywistością, ale przede wszystkim pierwsza taka, która nie jest zapięta na ostatni guzik. Wszystkie moje poprzednie wyprawy były zorganizowane tak, że dokładnie wiedziałem co danego dnia będę robił, gdzie mniej więcej będę spał i jak się przemieszczał. Teraz nie wiem żadnej z tych rzeczy, a ramy naszej podróży są wyznaczone przez kilka biletów lotniczych, mapę Ameryki, przewodnik, buty trekkingowe i kilkunastokilogramowy plecak.

Jak zacząć przygotowania do czegoś takiego? Oczywiście kupić bilet lotniczy do dalekiego miejsca i w odległym terminie, o czym napiszę więcej w następnym wpisie. Zapraszam!

Test_alt
Jak już dotrzecie do końca moich mizernych wypocin, to będę starał się Wam to wynagradzać galerią zrobionych przez nas zdjęć. Tutaj: Skansbukta na Svalbardzie, 2015.

 

2 komentarzy

  1. Powodzenia!!!

  2. Aaa, zaraz ruszacie 🙂 totalna zazdrość. Zapisuję się do grona dzielnych czytelników razem z Grześkiem. Trzymamy kciuki i czekamy na relacje i dużo zdjęć 🙂

Dodaj komentarz