10 książek, które żeglarz powinien mieć na półce

I nie tylko mieć, żeby się kurzyły! Czytać, zabierać w rejsy, inspirować się! Post płynący na fali ostatnich doniesień, że 63% Polaków przez ostatni rok nie przeczytało ani jednej książki. Zmieńmy to!:)
Z istniejących już tomów o tematyce żeglarskiej można by skompletować pokaźnych rozmiarów biblioteczkę, a nie mówię tu o podręcznikach żeglarstwa, locji, nawigacji czy budowy jachtów. Mówię o literaturze marynistycznej, czyli takiej, której tematem przewodnim jest morze i wszelkie związane z nim zjawiska, przygody, przedmioty, ludzie… Wśród klasyków światowej literatury znajdzie się niemało autorów, którzy tworzyli we wspomnianym nurcie (nurcie, prądzie, pływach…), by wspomnieć tylko o Juliuszu Verne, Josephie Conradzie czy Erneście Hemingwayu. Chciałabym jednak przybliżyć kilka tomów (właściwie 11, ale 10 lepiej brzmiało), które (z wyjątkiem jednego) czytałam osobiście i śmiało mogę polecić. Nie tylko fanom żeglarstwa, nie tylko fanom przygody. Poleciłabym wszystkim fanom życia w ogóle i ponad standardową rutynę, fanom tajemniczości i dreszczyku odkrywania, ponad krajami i kontynentami, ponad morzami i oceanami.

Gerard Janichon – „Damien. Góry lodowe i morza Południa”
Zdecydowany numer jeden. Książkę trudno było zdobyć, upolowałam ją w internetowym antykwariacie, ale warta była zachodu, by móc przebierać palcami po rozlatujących się okładkach i kartkach. Jest to niesamowita, poetycka relacja o podróży dwóch młodych Francuzów (Gerard Janichon i Jerome Poncet), którzy po paroletnich przygotowaniach realizują na jachcie “Damien” pięcioletnią podróż do najmniej uczęszczanych rejonów świata.
Kilkakrotne wywrotki pod Georgią Południową, w tym jedna zdawałoby się ostateczna, gdyż jacht długo utrzymywał się stępką do góry powoli tonąc z uwięzionymi żeglarzami, stały się punktem zwrotnym w ich osobowościach – dojrzali duchowo, nie tracąc młodzieńczego entuzjazmu i miłości do morza. Prawdziwy talent literacki Janichona sprawia, że opowieść bardzo szczerze oddaje atmosferę niezwykłej podróż, przedsięwziętej nie dla “zdobycia czegoś”, lecz będącej “formą życia” w poszukiwaniu życiowych prawd.
Lecz jakie znaczenie mają te trudy i niedole? Wszakże nad całą męką danej chwili góruje dumna świadomość bycia człowiekiem. Człowiek rozbudzony, świadomy swoich sił i słabości, poszukujący granic swoich możliwości, jakie by one nie były – mimo że niekiedy nimi przerażony – zawsze przewyższy i zwycięży ludzi uśpionych, stłoczonych w miastach, tkwiących w okowach konwenansu, zaczadzonych i oszukanych. Mimo całej swojej lichoty drgające światełko świecy ledwo oświetlające kompas jest mocniejsze od tysięcy neonów, które spływają na miasta i zabijają gwiazdy.”

Karol Olgierd Borchardt – „Znaczy Kapitan”

Klasyk polskiej książki żeglarskiej, absolutnie obowiązkowy podręcznik. „Znaczy, co to znaczy?” J. To ciepły zbiór morskich opowiadań zabarwiony ogromną dozą humoru i romantyzmu zapalonych marynarzy pływających na pokładzie żaglowców takich jak „Lwów” czy „Dar Pomorza”, oraz na transatlantyku MS „Piłsudski”. Hołd złożony słynnemu kapitanowi żeglugi wielkiej Mamertowi Stankiewiczowi, który stał się wzorem, nauczycielem, mentorem. Historie z czasów, które bezpowrotnie minęły, encyklopedia polskich zwyczajów i kultury morskiej dwudziestolecia międzywojennego.

 

Deborah Scaling Kiley, Meg Noonan – “Albatros. Historia kobiety, która przetrwała na otwartym morzu”

Fascynująca, trzymająca w napięciu i oparta na faktach opowieść o pięcioosobowej załodze jachtu, który podczas sztormu zatonął na otwartym morzu. Jesień, ciemność, dotkliwe zimno, rozszalałe morze i brak widoków na jakąkolwiek pomoc. A potem głód, pragnienie, rosnące osłabienie organizmu, rekiny…I walka o przetrwanie. Wspomnieniowa książka wywołuje silniejsze emocje, niż niejeden dobry horror, a mnie czytając ją dodatkowo kołatało w głowie pytanie, czy przeżywając na morzu takie tragedie, można w ogóle myśleć kiedykolwiek o powrocie do żeglarstwa?

 

Caroline Alexander – “Endurance. Arktyczna Wyprawa Shackletona”
Gdy Amundsen w 1911 roku i zaraz po nim Scott zdobyli biegun południowy, ich rywal sir Ernest Shackleton wyruszył w 1914 roku w „ostatnią wielka podróż na ziemi” – by przebyć od jednego do drugiego brzegu Antarktydę. Popłynął z 27 załogantami na statku Endurance, ale rejs zakończył się katastrofą, gdy statek został uwięziony, a po przeszło pół roku – zmiażdżony w lodowym paku Morza Wedella, rzucając załogę na desperacką wojnę o przeżycie. Ich ucieczka z „Piekła” – wielomiesięczne dryfowanie na krach, wycieńczająca podróż szalupami na Wyspę Słoniową, 800 milowa eskapada ratunkowa na 7-metrowej łodzi na wyspę Georgia Południowa po rozszalałym Atlantyku, nieprzerwana 36-godzinna przeprawa przez góry i lodowce na drugi brzeg Georgii – jest jedną z najwspanialszych pionierskich historii.

 

Marcin Jamkowski, Jacek Wacławski – “<Stary>, młodzi i morze. Od Antarktydy do Alaski. Wyprawa wokół obu Ameryk.”
To pełna przygód i humoru opowieść o grupie 20-latków, którzy na pokładzie jachtu „Stary” opłynęli Amerykę Południową i przez Horn dotarli do Antarktydy — jako najmłodsi Polacy w historii. Kilka lat później jako najmłodsza ekipa na świecie i w rekordowym czasie przepłynęli legendarne Przejście Północno-Zachodnie — z Atlantyku na Pacyfik przez północną Kanadę. To jak żeglarski Everest i K2. Mało kto decyduje się na to przed czterdziestką, oni to zrobili, mając o połowę mniej lat. Książka jest pochwałą odwagi i szaleństwa jednocześnie. Jest o potędze przyjaźni, pasji i upartego dążenia do celu. Przede wszystkim jednak to pean na cześć marzeń, bo (jak piszą autorzy i zarazem uczestnicy wydarzeń) „wszystko zaczęło się od marzeń. Od postanowienia nastolatków, że w trakcie studiów wybudują jacht, a po otrzymaniu dyplomu popłyną w wielką podróż dookoła świata”. A do tego jeden z załogantów to lekarz w trakcie specjalizacji z kardiologii, co pozwala mi mieć nadzieję, że życie zawodowe nie zawsze musi unicestwiać pasje…

Monika Witkowska – “Kurs na Horn: Dziennik z rejsu”
Kontynuacja relacji z rejsu na pokładzie „Starego”, tym razem z etapu opłynięcia Przylądka Horn i dotarcia do wybrzeży Antarktydy. Jak wygląda życie na małym jachcie podczas półtoramiesięcznego rejsu bez zawijania do portów i bez łączności ze światem? Jak się czuje jedyna w załodze kobieta? Jak można umyć się w pół litrze wody i jak przygotować posiłek dla całej załogi podczas sztormu? Dlaczego wieloryb jest równie niebezpieczny jak góra lodowa? Skąd wzięła się nazwa przylądka Horn i jakie mają przywileje ci, którzy go opłynęli?
To klasyczny przykład pamiętnikarskiego zapisu z rejsu, który mnie przypadł do gustu również ze względów osobistych – wiele rejsów przepływałam jako jedyna w załodze dziewczyna, a jako że żeglarstwo to nadal głównie męska domena, wspieram wszelkie kobiece inicjatywy robiące wyłom i zmieniające tę tendencję :).

John Caldwell – “Desperacki rejs”
Jedliście kiedyś wazelinę? A co powiecie na podanie jej wymieszanej z lakierem? Kiedy Johnowi Caldwellowi skończyły się zapasy podczas samotnego rejsu przez Pacyfik, był zmuszony do sięgnięcia po cokolwiek na pokładzie, choćby częściowo przypominającego materię organiczną, aby tylko przeżyć. Ten opis podróży, można by uznać za jeden z najlepszych thrillerów z powodu niezwykłej determinacji bohatera… Książka jest całkowicie przekonującym świadectwem ludzkiej woli przetrwania, w sytuacji wyjątkowej, kiedy większość z nas już dawno by się poddała. Pokazuje również, jak inny był świat jeszcze nie tak dawno temu. Przekonacie się, że trudno się z nią rozstać. Warto przeczytać choćby przez wzgląd na Autora, który jak mało kto pasuje do powiedzenia “nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy”. Caldwell po napisaniu książki, ponownie wyruszył na ocean, tym razem z żoną, tą dla której “popełnił desperacki rejs”, okrążył świat, potem osiadł wraz z rodziną na Karaibach, gdzie zyskał przydomek Pan Milion Palm, jako że posadził około trzy miliony drzew. Dalej, mimo braku pieniędzy, wydzierżawił wyspę, nazwał ją Palm Island i zrobił z niej raj dla amerykańskich turystów, a po paru latach został jej właścicielem. Sporo odwagi czasami pomieszanej z brawurą, olbrzymia ilość determinacji, trochę szczęścia i rzeczy niemożliwe stają się faktem.
Więcej o Caldwellu można przeczytać tutaj: http://www.caribbeancompass.com/caldwell.htm

Thor Heyerdahl – “Wyprawa Kon-Tiki”
Reportaż norweskiego podróżnika środka XX wieku traktuje o wyprawie na tratwie z Peru do wysp Polinezji, będącej próbą udowodnienia, że dawni mieszkańcy wysp przebyli tę samą drogę przez Pacyfik, zamieniając miejsce dotychczasowego życia w Ameryce Południowej na rajskie wyspy. Tytułowe Kon-Tiki to nazwa tratwy, nazwa nadana na cześć polinezyjskiego boga Tiki, który według legend przybył na wyspy dzięki tratwie, z krainy słońca.
„Tratwa uniosła nas nad łamiący się grzbiet fali. Grzebień zasyczał. Pędziliśmy przez wiry kipiącej piany, która przelewała się po obu stronach tratwy, podczas gdy ciężka fala toczyła się pod nami. Na koniec fala przeszła, dziób statku poleciał do góry, a rufa ześliznęła się w szeroką dolinę. Zaraz też nadleciał następny wał wodny, podnosząc nas znowu elegancko w powietrze, a w chwili, kiedy przerzynaliśmy szczyt grzywacza, przezroczyste masy wody zwaliły się na rufę tratwy. W rezultacie tratwa odwróciła się bokiem do wiatru i niełatwo ją było naprowadzić na właściwy kurs. Nadbiegła następna fala narastająca strzępami piany i dosięgnąwszy statku pochyliła swoją górną krawędź nad nami. Widząc, że masy wodne rzucają się na tratwę, złapałem się mocno bambusowej żerdzi na dachu szałasu, wstrzymując oddech. Czułem jednocześnie, że tratwa wzlatuje w powietrze, a wszystko wokół mnie pędzi w szumiących fontannach piany.”

Dariusz Bogucki – “Śladami życia”
Kapitan Dariusz Bogucki był najsłynniejszym polskim żeglarzem polarnym, który krok po kroku zdobywał dla polskiej bandery kolejne nieosiągalne, zdałoby się, dla jachtów cele. Dotarł na Islandię, Spitsbergen i Grenlandię. Odwiedził owiane mgłami i tajemnicą Thule i samotną wyspę Jan Mayen. W wyprawie Gedanii, którą sam zaprojektował dla potrzeb żeglugi w lodach, poprowadził swą załogę za oba kręgi polarne i wokół Przylądka Horn. Podróżnik i sportowiec, dla którego prawo do poznania świata stanowiło symbol wolności i tradycji dawnych odkrywców, był wzorem kapitana, partnera i przyjaciela. I niestrudzonego człowieka pracy. W autobiografii „Śladami życia” pisze o swych osiągnięciach zawodowych i żeglarskich, ale przede wszystkim o swej drodze do morza, które stało się dla niego największą miłością i największym wyzwaniem.
Dla mnie książka dobra, nie porwała mnie jednak tak, jak inne…Ale może dlatego, że czytałam ją krótko po „Damienie…”, z którym niewiele książek o tematyce żeglarskiej może się równać…

Jessica Watson – “Prawdziwa odwaga”
15 maja 2010 roku, po 210 dniach na morzu i przepłynięciu 24.285 mil morskich, szesnastoletnia Jessica Watson triumfalnie zawinęła swoim jachtem, Ella’s Pink Lady, do portu w Sydney. Stała się w ten sposób najmłodszą osobą, której udało się opłynąć świat samotnie, bez pomocy i bez żadnych przystanków w marinach. Jessica, zainspirowana historiami żeglarzy, którzy pokonali tę trasę przed nią, ludzi takich jak Joshua Slocum, Ellen MacArthur i, przede wszystkim, Jesse Martin, przez wiele lat przygotowywała się do tej chwili, skupiając się na spełnianiu swego marzenia.
Pamiętam, jak dorwałam tę książkę w sklepie żeglarskim gdyńskiego portu, tuż po zdaniu na patent sternika jachtowego. I jak patrząc na stalowy kolor Bałtyku odpływałam daleko i zaczynałam wierzyć, że niemożliwe staje się możliwe…

Czesław i Alina Centkiewiczowie – “Człowiek, o którego upomniało się morze”
Książka Centkiewiczów to niezwykła historia norweskiego podróżnika, pierwszego człowieka, który zdobył legendarne Przejście Północno-Zachodnie oraz stanął na biegunie południowym. Roald Amundsen, urodzony w 1872 r. w południowo-wschodniej Norwegii, już jako dziecko pragnął tylko jednego – życia na statku. Zakochany w morzu, od małego zgłębiał tajemnice odkryć geograficznych, przyczyny niepowodzeń kolejnych wypraw, porażek ich przywódców i śmierci współtowarzyszy. Zafascynowany sukcesem jednego z pierwszych norweskich odkrywców, Fridtjofa Nansena (który do końca wspierał młodego podróżnika i stał się jego najbliższym przyjacielem), postanowił w końcu rzucić znienawidzone studia medyczne i zupełnie poświęcić się morzu…
Tej właśnie książki nie czytałam, ale jak pogrzebałam w opisach i po entuzjastycznych zapewnieniach Piotrka, że naprawdę warto, chyba wkrótce przyjdzie czas na nadrobienie zaległości…

To tyle moich propozycji dla żeglarzy – bibliofilów. Co byście dodali do listy? Jakie książki to waszym zdaniem obowiązkowa lektura marynistyczna?
I czy nie zastanawia Was, po przeczytaniu krótkich opisów, że zdumiewająca większość traktuje o pływaniu po zimnych, a wręcz arktyczno – antarktycznych wodach? Hmmm, ciekawe, dlaczego…? 🙂

*większość opisów, z autorskimi komentarzami,  pochodzi ze strony lubimyczytac.pl lub z okładek wspomnianych we wpisie książek

podziel się button

Dodaj komentarz